| |||||||
|
|
Krystyna Kwiatkowska
Krystyna Kwiatkowska – pisarka i malarka-amatorka. Urodziła się 27 września 1953 roku w Radomsku. Zmarła w Łodzi 13 października 2005 r. w wyniku zaniedbanego zapalenia płuc. Ukończyła polonistykę w Uniwersytecie Łódzkim. W czasach PRL-u związała się z opozycją demokratyczną. Była jedną z najbarwniejszych postaci łódzkiego środowiska artystycznego, człowiekiem osobnym, chroniącym się w nieco ezoterycznym, własnym świecie i wyróżniającym się ekstrawaganckim stylem bycia. Debiutowała w 1978 roku wierszami w katolickim miesięczniku „Więź”. W 1980 roku zdobyła pierwszą nagrodę na XIII Ogólnopolskim Festiwalu Poezji w Łodzi, czego efektem stało się wydanie jej debiutu książkowego, tomu wierszy „Antygony rosną w innym klimacie” (1981). W 1994 roku opublikowała kolejny zbiór „Wolę tych co błądzili”. Do ostatnich chwil pracowała nad trzecią książką poetycką, dla której poszukiwała już wydawcy. Prócz poezji uprawiała wiele dziedzin, krytykę literacką, publicystykę, literaturę poradniczą, scenariuszopisarstwo (m.in. była współautorką scenariusza filmu „Głód”, 1985, wyróżnionego prestiżową nagrodą im. Andrzeja Munka). Wydała zbiór hinduskich anegdot „Jak rozmawiać z idiotą i inne rady mądrego wezyra: opowieści o Birbalu” (1995), wybór cytatów politycznych „Polska jabłoń demokracji” (1995), poradnik „Młodość nie ma wieku” (2002). Z sukcesami zajmowała się prozą z gatunku
fantazy. W 1996 r. opublikowała wznawiany później
zbiór opowiadań „Prosto z Sherwood”, a dwa lata później
pisaną prawie przez piętnastolecie powieść „Prawdziwa historia
Morgan le Fay i Rycerzy Okrągłego Stołu”, która
przyniosła jej wiele nagród, w tym Srebrny Glob 1998 dla
najlepszej polskiej powieści fantastycznej. Krytyka podkreślała,
że ta „ambitna próba rekonstrukcji zdarzeń z pogranicza
historii i fantazji” jest powieścią niesłychanie aktualną,
wpisującą się subtelnie we współczesny dyskurs
feministyczny. * * * Jeśli ich kochasz nie skazuj na niebo – * * * Piorun jak sama nazwa wskazuje Rzecz o wieczornym przebóstwieniu brzóz Wieczór jest czasem brzóz. Nieskończoność graliśmy w szachy na tarasie letniego domku jak cicho słyszysz bije dzwon w Kartuzach Poemat o lewej ręce Lewą ręką Ofermy klasowe Gdy słyszę o klasowych ofermach Afrodyta Rozkoszna: nie chce nic wiedzieć o swoim pochodzeniu. „Jesteś z morskiej piany”, to przecież olimpijski odpowiednik bajeczki o bocianie. A tak naprawdę, to ciałem tej pięknej bogini stała się krwawa, postrzępiona tkanka obciętych genitaliów Uranosa, ojca gwiazd. Krew, sperma, ból i męskie hormony. Nic więcej. Nie było muszli, wesołych trytonów ani śpiewających najad. Było tylko morze, cały ogromny ocean potrzebny, by zmyć ślady tamtej zbrodni z początku czasów. No i była też sławetna przepaska. Afrodyta wie lepiej niż jej kochankowie, że nie nagość, ale
to lekkie przybranie, ta perwersyjna mgiełka obietnic, wykrętów i kłamstw jest
tym, co rozpala wyobraźnię i nigdy nie pozwoli zasnąć żądzy ludzi i bogów. Persefona Nie wiadomo, skąd się wzięło to głupie zdrobnienie: Kora. Zapewne wymyśliła je mamusia. Jak wszystko inne. Mamusia przecież szyła dla niej sukieneczki, obmyślała najzdrowsze potrawy ze świątynnych ofiar i zawsze wiedziała, w co można się bawić, a w co nie. Zabawa była w zasadzie tylko jedna: plecenie wianków na łąkach. I na tym miało upłynąć długie, nieśmiertelne życie dziewczyny, która miała już parę tysięcy lat i w naturalny sposób dojrzewała do zamęścia. Parę razy starała się zbliżyć do pasterzy, ale mamusia zawsze zjawiała się w porę. Próbowała uciekać z prądem rzek, ale żadna rzeka nie była tak bystra, by prześcignąć starzejącą się, powolną Demeter. Chciała zniknąć. Zapaść się pod ziemię. Choćby w ognistym jądrze planety, choćby w piekle, byle z dala od mamusi i jej makrobiotycznych sałatek. Mocno zacisnęła powieki i przywołując całą młodą boską moc nakazała ziemi rozstąpić się. Ziemia, acz nie bez pewnych wahań, spełniła jej żądanie. W ciemnościach Tartaru młoda ziemska bogini zaświeciła jak słońce nocy i nic dziwnego, że spoczęły na niej oczy króla podziemnego świata. Dał jej wszystko co miał: skarby zakazanej wiedzy i ciemną męską żądzę. A także owoc granatu, czarne jabłko śmierci i nadziei. Była szczęśliwa. Była wolna. W końcu chodzi o coś więcej niż tylko niebo nad głową. Tam, w świecie otwartych i pustych przestrzeni, Demeter szalała z żalu po stracie swojej malutkiej córeczki. I w końcu tak pomieszało jej się w głowie, że oskarżyła Hadesa o gwałt i uprowadzenie. Kolegium bogów dało jej wiarę, zwłaszcza Zeus, który skrycie pozazdrościł bratu tak pięknej i młodej żony. Zapadł wyrok jak ostrze topora: zima u męża, lato u matki. Tak więc lato syci się obfitością róż i dojrzałej pszenicy,
a zimie śnią się kwiaty niemożliwe: betlejemskie gwiazdy i biały grudniowy bez
o płatkach mlecznie przezroczystych, delikatnych jak pierwsza pieszczota i cierpkich
jak łzy kradzionego szczęścia.
|
||||||
© 2006 Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi |
wyszukaj w spplodz.pl |
strona główna |
kontakt
