strona główna →  przypomnienia →  W. Sułkowski wyszukaj w spplodz.pl
 
 
← poprzednie przypomnienie następne przypomnienie →

Witold Sułkowski   

Witold Sułkowski – pisarz, publicysta i dziennikarz radiowy urodził się w 1943 r. w Warszawie, zmarł nagle w 2003 r. w Łodzi. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Później pracował m.in. jako bibliotekarz.

Od młodości związany z opozycją polityczną. Brał czynny udział w strajkach studenckich w marcu 1968 r. Wiosną 1969 r. wstąpił do tajnej organizacji „Ruch” (aresztowany w lipcu 1970 r., został zwolniony w lutym 1971 r.). Za podpisanie w grudniu 1975 protestu przeciwko zmianom w Konstytucji, został usunięty z pracy. Jako współpracownik KOR-u podpisał uchwaloną 18 września 1977 r. „Deklarację Ruchu Demokratycznego”. Jesienią 1977 r. wraz z Jackiem Bierezinem i Tomaszem Filipczakiem założył pismo literackie „Puls”. W latach 80-81 zaangażował się w ruch solidarnościowy. W Zarządzie „Solidarności”, pełnił funkcję przewodniczącego Regionalnej Komisji Kultury. Współredagował pismo „Solidarność z Gdańskiem” i satyryczne pisemko „Pomruk”.

Wielokrotnie zatrzymywany i szykanowany przez władze PRL, 13 grudnia został internowany i osadzony w więzieniach w Łęczycy i w Łowiczu. Jesienią 1982 wyemigrował wraz z rodziną do USA, gdzie zamieszkał w stanie Maryland. Od 1983 r. był zatrudniony w Radiu Głos Ameryki. Do 1984 r. współredagował londyńską kontynuację „Pulsu”, a później dwujęzyczne czasopismo literacko-społeczne „2B”.

Jako poeta debiutował w 1970 r. w miesięczniku „Więź”, w 1976 r. wydał w Instytucie Literackim w Paryżu tom prozy poetyckiej „Szkoła Zdobywców”. Objęty zakazem druku publikował później w wydawnictwach podziemnych, głównie w „Pulsie” (powieść w odcinkach „Dysiek”, eseje, polemiki, rozprawy, recenzje). W pierwszym numerze „Pulsu” ukazał się manifest artystyczny autorstwa Sułkowskiego „Kilka uwag o prozie”, a w szóstym „Irytacja” – artykuł polemiczny wobec wypowiedzi Adama Michnika „Intelektualiści i komunizm w Polsce po roku 1945”.


KARTOFLE

Życie pozagrobowe kartofli odbywa się w piwnicy. Wypuszczają one kruche, przeźroczystozielone kiełki – anteny skierowane w stronę zasmolonego okienka. Mądra gospodyni odrywa je, jeszcze mądrzejsza zasłania szczelnie okno, gdyż od wspinania się do światła kartofle w grobie chudną.

Gospodarz wraca z pracy o czwartej. Pan Jezus Dobry Pasterz wpatruje się w sufit, naprzeciwko tapczana zaczaił się telewizor.

- Co na obiad?

- Kartofle.

Za ścianą gospodarza jest inna ściana, za nią jeszcze inna i świadomość nieskończoności ściennej sprawia, że rozplątuje on sznurowadła spokojnie i poważnie.

Tylko kości tych co nie wierzyli w nienaruszalność ścian walając się po piwnicy zawadzają gospodyni. Warto by sprzątnąć te szczątki, bo kto wie czy nie one właśnie mają wpływ na niedozwolone życie kartofli.


KOSMOS

Jackowi Bierezinowi      

Jeszcze przed moim urodzeniem przemieniono moje lasy w nadęte dostojeństwo szaf, w pokraczność krzeseł, w nikczemną intymność biurek. Odgrodzonemu od nieba sufitem – nawet miłość nie objawia się gwiaździstą nocą w zapachu traw, lecz w miękkiej oporności betów wśród wirującego pierza i kurzu.

Zmagazynowany gdzieś między dachem a piwnicą rozmyślam o nieskończoności.

Nieskończoności biurek.

Nieskończoności krzeseł.

Nieskończoności szaf.


40° C
(Poemat społeczno-polityczny)

Zdzisiowi Jaskule      

Do południa nic się nie zdarzyło.
Upał sprzyjał rolnictwu.
Zderzenie lodziarza z tramwajem nastąpiło o godzinie 12ºº.
Sektor uspołeczniony wyszedł z mniejszym szwankiem,
Choć już w pierwszej fazie wydarzenia
- od pisku hamulców do przyjazdu milicji –
ilość pasażerów pomnożona przez czas spóźnienia
dawała znaczną liczbę strat w złotówkach.
Jednocześnie studenci rozdawali ulotki
z adresami sklepów, w których można dostać.
Jeden zapatrzył się na lekarza, zajętego stwierdzeniem zgonu
i dostał mandat ponieważ okazał się wspólnikiem gapowicza,
którego obok spisywał kontroler MPK.
Tymczasem motorniczy uporczywie dmuchał
w dziurawy balonik, którym go poczęstował
starszy sierżant milicji obywatelskiej.
Sytuacja stawała się niezręczna,
zwłaszcza iż zewsząd słychać było głosy,
że w sklepach nic nie można dostać.
Rosła kolejka tramwajów, wysypał się tłum spóźnionych,
nieliczni kontrolerzy ustawiali spieszonych pasażerów
według tras i wagonów, lecz pewna ilość nieuczciwych osobników
przemykała się z grupy do grupy w celu oszukania skarbu państwa.
Powodowało to zamęt w głowach kontrolerów,
tu i ówdzie ktoś padał rażony udarem słonecznym.
Najkarniejsza była grupa przedszkolaków,
która tramwajem numer 9 wybrała się na zwiedzanie
Izby Pamięci Narodowej.
Niemniej sytuacja stawała się coraz bardziej napięta,
straty rosły, a lody płynęły chodnikiem.
Na szczęście pojawiła się ekipa specjalna
i natychmiast rozdała szturmówki i transparenty,
skutecznie przekształcając spóźnienie w manifestację.
Znienacka motorniczy z trzaskiem pękł z wysiłku
dając dobitny wyraz postawie zaangażowanej.
W tłumie manifestantów wybuchł ogromny entuzjazm,
do którego dołączył się bez wahania
starszy sierżant milicji obywatelskiej.
Przedszkolacy zaintonowali „Zawsze niech będzie słońce”,
reszta zgromadzonych podchwyciła śpiew
i Pochód ruszył.
Pasażerowie i kontrolerzy,
studenci i przedszkolacy,
lekarz pogotowia i starszy sierżant MO.
Po drodze dołączali:
klienci sklepów, w których można dostać,
personel sklepów, w których nic nie można dostać,
rolnicy, którym sprzyjał upał.
Manifestacja potężniejąc, z płomiennym śpiewem na ustach
maszerował prosto w słoneczne jutro.


KLĘCZĄC POD MUREM

Myślałem, że rozmawiają, ale powtarzali fragmenty dawno zapamiętanych rozmów. W tym przedlekcyjnym rytuale uczniów strach współzawodniczy z gorliwością.

Myślałem, że się modlą, ale oni byli tylko rozstrzeliwani na klęcząco. Usta zaplombowane gipsem, oczy uczepione szpar między cegłami, by opóźnić padanie.

Myślałem: są rozstrzeliwani, lecz oni zwyczajnie przymierzali swoje klęczenie do muru. Może nawet myśleli przy tym o murze i o klęczeniu lecz niekoniecznie, przecież bawili się tak od dzieciństwa.

Ten niedokończony jeszcze obraz, młodej polskiej poezji poświęcam.


← poprzednie przypomnienie następne przypomnienie →
 
    

  © 2006 Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi   |   wyszukaj w spplodz.pl   |   strona główna   |   kontakt    |  OpenOffice.org