strona główna →  przypomnienia →  A. Zawilski wyszukaj w spplodz.pl
 
 
← poprzednie przypomnienie następne przypomnienie →

Apoloniusz Zawilski   

Apoloniusz Zawilski (pseudonim Szczepan Granica) - ur. 1912 r. we wsi Kołodeże koło Łucka, zm. 2004 r. w Warszawie. Oficer artylerii, ciężko ranny w kampanii wrześniowej. Żołnierz AK. Od lipca 1944 pracował w Wojskowym Instytucie Naukowo-Wydawniczym Odrodzonego Wojska Polskiego jako redaktor naczelnego organu wojskowego „Bellona”. Skazany na karę śmierci w okresie stalinowskim (za rzekomy udział w wojskowym spisku mającym obalić reżym), po rehabilitacji w 1956 roku zatrudniał się jako kierownik literacki teatrów w Kaliszu i Łodzi, rolnik, nauczyciel, pracownik kopalni w Bełchatowie (jako pierwszy otrzymał w 1993 r. tytuł honorowego obywatela tego miasta). Ukończył dramaturgię w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i polonistykę w Uniwersytecie Łódzkim. W 77 roku życia obronił pracę doktorską z zakresu historii II wojny światowej w Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutował w roku 1935 tekstem Sentyment jako moment wychowawczy w czasopiśmie „Polska Zbrojna”. W roku 1946 opublikował w „Kuźnicy” cykl artykułów Przyczyny klęski wrześniowej. W tymże roku debiutował książkowo wielokrotnie wznawianą później relacją z Września Bateria została. Był autorem wielostronnym, pisał powieści dla dorosłych i dzieci, dramaty, prace popularnonaukowe itp. W wielu swoich dziełach uogólniał własne przeżycia i doświadczenia. W nurcie autobiograficznym mieszczą się powieści Grzegorza Mała (1962), Szklane zbocze (1963), Złota szabla (1967), Testament (1975), Spadkobierca (1983) oraz zbeletryzowane wspomnienia Kamienne zegary (1973, 1987). Dla młodych czytelników napisał m.in. powieść historyczną Misja (1986). W jego dramaturgii wyróżnia się tetralogia Świt nad ziemią i nad wodami (1955) oraz Wrzesień (premiera 1976). Przełożył z rosyjskiego m.in. Płonące brzegi Pawła Peremowa (1967). Był od 1989 roku członkiem łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
 

Wspomnienie o Apoloniuszu Zawilskim
 

Stanisław Cieślak

Paradoks w życiu i twórczości Apoloniusza Zawilskiego

Gdy obcuje się z twórczością Apoloniusza Zawilskiego, trudno ustrzec się zdziwieniu jej różnorodnością. Są w niej gatunki piśmiennictwa publicystycznego, popularyzatorskiego, informacyjnego, produkcyjno-użytkowego (Katalog maszyn i urządzeń górniczych Fabryki Maszyn Górniczych w Piotrkowie Trybunalskim), naukowego - rozprawa, monografia historyczna, monografia czasopisma - oraz gatunki literackie od poematu lirycznego, wielkiej psychomachii Bitwa o Issos, poprzez powieść, z wieloma jej podgatunkami, dramat, inscenizację teatralną.

We wszystkich utworach Zawilskiego widoczne jest silne piętno autorskie, cechuje je też duża różnorodność tematyczna. Dotyczy ona historii, historii wojskowości, historii Kościoła, literatury, obyczajowości, pedagogiki, psychologii, teatru, czasopiśmiennictwa, a nawet wodociągów miejskich w Łodzi.

Inną cechą tego pisarstwa jest ścisły związek miedzy osobistym życiem autora a jego literackimi i użytecznościowymi konstrukcjami. Osobiste doświadczenia pisarza stanowią zwykle podstawę jego opowieści, co gwarantuje autentyczność literackiego zapisu.

Zawilski poprzez swoje utwory sygnalizuje peryfrastycznie, że pisarstwo jest pewnym sposobem objawiania się osoby, a przy okazji manifestacją człowieczeństwa, także włączaniem się pisarza - całkowicie na własną odpowiedzialność - do pieśni dziejów lub też jest śpiewaniem w chórze, który niezmiernie ogranicza jego przyrodzone możliwości twórcze.

Ta konstatacja z kolei wymusza uznanie paradoksu za podstawowy komponent życia i twórczości Zawilskiego, który zawsze śpiewał własnym głosem, własne teksty, solo, według znanej sobie i cenionej melodyki. Tak śpiewając, przypominał, że zawsze jest coś, co stanowi principium, bez którego nawet czas dany chórom i solistom nie potrafi zachować naturalnego porządku biegu i przestają się w nim wtedy uobecniać jakiekolwiek wartości, a zwłaszcza te, które wiodą ku czemuś lepszemu.

Sztuka życia, jak i sztuka pisarska, jeśli rozgrywana jest na scenie służącej wyniszczaniu się nienawistnie usposobionych chórów, polega na tym, by umieć odnajdywać i odczytywać inkluzję paradoksu, ponieważ zawiera się w niej więcej dobra niż zła.

Niektóre paradoksy życia i twórczości Apoloniusza Zawilskiego:

Jako młody oficer artylerii zdobywa z trudem dowództwo baterii haubic. Potem walczy już tylko trzy tygodnie. Przegrywa wojnę.

Z powodu ciężkiego postrzału w nogę jest skazany na jej amputację lub śmierć. Nogę i życie ratuje lekarz - oficer wrogiej armii.

Na szpitalnym łożu zaczyna tworzyć dzieło pt. Bateria została, które wyda w 1946 roku (dotąd siedem wydań).

Po wojnie zostaje, mimo 52% inwalidztwa, wcielony do ludowego wojska. Grozi mu wyjazd do Riazania na kurs udoskonalający w rzemiośle wojennym. Akowcy najczęściej stamtąd nie wracają. Przed wywózką ratuje go gimnazjalny kolega z Łucka.

W wojsku otrzymuje rozkaz redagowania czasopisma wojskowego „Bellona”. Po paru latach trafia do więzienia, oskarżony o chęć obalenia ustroju siłą. Upokarzający proces i wyrok śmierci.

Po wyjściu z więzienia i tzw. rehabilitacji oficer, pisarz, redaktor, scenarzysta (pracując w „Bellonie”, ukończył studia dramaturgiczne) zostaje kierownikiem literackim w teatrze, m.in. w Kaliszu, ale zawsze ma go ktoś na oku, chodzi po jego śladach, utrudnia pracę.

Zostaje rolnikiem (Testament, 1983), lecz jego parobek nie pilnuje gospodarstwa, tylko gospodarza - Zawilskiego, przy okazji subtelnie go okradając.
 

W niektórych z tych życiowych przygód i pisarskich doświadczeń wręcz manifestuje się uroda życia. Tak działają paradoksy, zwłaszcza Zawilskiego.

W 1950 roku opublikował („Prace Polonistyczne” nr 8) Inscenizację Leona Schillera „Igraszek z diabłem” Jana Drdy. Po 11 latach ten tekst został przyjęty jako praca magisterska z polonistyki.

Przez 50 lat Zawilski zdobywa czytelników fundamentalnymi dziełami Bitwy polskiego wrześniaPolskie fronty - dotyczącymi również armii, która go chciała zabić. W 1989 roku pierwsze z tych dzieł zostało przyjęte jako dysertacja doktorska na UJ.

Paradoks wyznacza takie pole semantyczne, które iskrzy się znaczeniami. Kłócą się w nim myśli i sytuacje oraz nie dają odetchnąć jakości duchowe. Inkluzja paradoksu przynosi nieoczekiwaną prawdę. Jaka jest prawda życia i pisarstwa Zawilskiego?

Ten pisarz nigdy nie rozmawiał z czytelnikami ani z potomnymi tak, by zyskać ich sympatię. On po prostu mówił to, co miał do powiedzenia. A tego było sporo.

Do takiego sądu skłania wywiad, jakiego udzielił Martynie Mazurek ("Gazeta Niedzielna” z 22 IX 2002, Londyn). Na pytanie: „W 1951 roku został pan aresztowany w sprawie grupy generałów, oskarżonych o próbę obalenia reżimu siłą. Wyrok był wyrokiem śmierci. Jak czuje się człowiek czekający na chwile ostateczne? - Zawilski odpowiada tak: Aresztowanie i więzienie było wpisane w los Polaka. - Potem dopowiada: - (...) Czym była dla mnie wiara? Wiara raczej jako fundament, na którym oparło się wychowanie. Miała zachować człowieka w równowadze ducha, żeby się nie rozsypał. Wierzyłem, że będzie to, na co zasłużyłem przez całe życie”.

Tajemnicza to nieco wypowiedź. Wybija się z niej praktycyzm. Zawiera też informacje: los Polaka, wiara jako fundament, równowaga ducha, zasługiwanie przez życie... Konkretyzują one wyobrażenie o prywatnej teologii Zawilskiego. Bóg w niej usensownia ludzkie wysiłki, zwłaszcza z reguły dramatyczne Polaków. Jeśli zatem chce się być Polakiem, to trzeba się dobrze przygotować. Czyli żyć tak, by zachować równowagę ducha, nie oszaleć z rozpaczy.

Na tych i podobnych wartościach posadawia Zawilski budowlę swojego pisarstwa, unikając - co jest dla niego nadzwyczaj charakterystyczne - wszelkich prób sakralizacji któregokolwiek z jej segmentów. Żeby jednak tak postępować pisarsko, należy umieć nie tracić nadziei nawet wbrew nadziei!

Ta odmiana duchowego męstwa, bliska tradycyjnego rozumienia rycerstwa, jest w pisarstwie Zawilskiego spokrewniona z cnotą wiary, nadziei i miłości. One bowiem stały u podstaw wychowania przyszłego pisarza. W cytowanym już wywiadzie mówi on, jakby bagatelizując otrzymany wyrok śmierci, że po KS-ie „czas dany na przeżycie wykorzystywaliśmy czynnie”. Jest to trochę niejasne. Czy chodzi o tę odrobinę nadziei, jaką podpowiadał kolejny paradoks, mianowicie głównych oskarżonych (generałów) skazano tylko na dożywocie, więc ich podkomendni mieli prawo myśleć, że KS będzie dla nich uchylony?

Zawilski znalazł taką inkluzję: zaczął studiować historię. Co dzień 30 stron po rosyjsku z podręcznika historii starożytnego Wschodu i Grecji Siergiejewa, a potem starożytnego Rzymu Myszkina. Czekając na śmierć! Jak to zracjonalizować? Chyba tym, że nawyk inwestowania w siebie był tak silny, iż nie pozwalał inaczej postępować? Zapewne był on już tak ukształtowany w Kołodeżach, w domu rodzinnym, z którego wyszło trzech oficerów, a potem w szkole, w harcerstwie w Łucku, w Szkole Podchorążych Artylerii w Toruniu.

To były bardzo dobre szkoły życia. Uczyły bowiem tego, że należy się objawiać publicznie, podpowiadały, jak to należy czynić, że nie jest wstydem zasługiwanie się, że nie ma sensu się zrażać, gdyż człowieka zawsze czeka odrzucenie, zwłaszcza jeśli godnie postępuje. I to jest też paradoks. Nie ja tu się liczy, lecz ty (bliźni) i Ty (Boże!), dalej - dobro publiczne, którego sferę należy ustawicznie poszerzać.

Takie wychowanie wpisało Zawilskiego w krąg ojczystej kultury. Jemu i jego pokoleniu przybliżyło ojczyznę, nauczyło się o nią troszczyć. W zgodzie z wyrazem poetyckim takiej postawy, danym przez Zygmunta Krasińskiego:

Że na ziemi być Polakiem,
To żyć Bosko i szlachetnie
 
(Psalm miłości)

oraz:

Zmartwychwstaje się spod gromu,
Nie zmartwychwstaje - spod sromu.
 
(Psalm żalu)

Wieloma dokonaniami swego życia i twórczości te prawdy Zawilski potwierdza.
 
Krasiński pisał:

Przeciw piekłu podnieść kord!
Bić szatanów czarny ród!
Rozciąć szablą krwawy knut
Barbarzyńskich w świecie hord.
 
(Psalm miłości)

Zawilski nie mógł wypełnić w taki sposób swego obowiązku. Był wszakże w 52% inwalidą wojennym. Sądził, że „Bellona” stworzy mu możliwości służby publicznej. Niestety, świat wartości, jaki uznawał, był nie do przyjęcia dla nowych władców Polski. Zawilski, podobnie jak wielu, znalazł się w kompucie z tymi, których:

(...) za Polskę ścigał świat,
Ich za Polskę męczył kat.
Nie od wczoraj - od lat wiela
Pierś im palił skwarny brzeg
Lub krył oczy wygnań śnieg
I więziła cytadela!
 
(Psalm miłości)

Po tych wszystkich doświadczeniach Apoloniusz Zawilski miał prawo literacko rozpamiętywać swoje krzywdy. Nigdy tego nie uczynił. Natomiast objawiał się publicznie tytułami swoich dzieł. Niektóre z nich mają symboliczne znaczenia: Bateria została, Opowieść o sprzedanym mieście (1969), Złota szabla (1967), Kamienne zegary (1973), Testament (1983). Przypominał w nich, że Polska to naprawdę wielka rzecz, że dla godnego życia trzeba być motywowanym przez wartości, które człowieka przerastają, że należy w siebie inwestować, jeśli chce się przysparzać dobra bliźnim, narodowi, Polsce.

Cyprian Norwid, chętnie wypowiadający się paradoksami, tak napisał: „Klęską są wielcy, ilekroć się ich małymi czyni, albowiem trzeba potem koniecznie i logicznie małych o tyle wielkimi robić, o ile się istotną wielkość poniżyło było” (Listy).

Zawilski to świadek przełomów, strażnik tradycji. Lepiej, by ten paradoks Norwida go nie dotyczył.
 

(tekst opublikowany w nr 7-9/2004 „Tygla Kultury”; redakcji dziękujemy za jego udostępnienie)
 

← poprzednie przypomnienie następne przypomnienie →
 
    

  © 2006 Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi   |   wyszukaj w spplodz.pl   |   strona główna   |   kontakt    |  OpenOffice.org